środa, 24 sierpnia 2016

Szalona sowa poduszka z gazetki Netto

Witajcie, co prawda niezbyt często pisze posty o gazetkach promocyjnych ale tym razem nie mogłam się powstrzymać. :)

Gazetki przeglądam zawsze online, ale mąż woli oglądać gazetki drukowane, które lądują w naszej skrzynce na listy. Przedwczoraj po pracy wyjęliśmy cały plik gazetek i mąż zabrał się do przeglądania. Tak naprawdę jedyną gazetką, która go zainteresowała byłą gazetka z Netto. Uwagę Kamila przykuły o dziwo nie jakieś narzędzia, czy słodycze, ale właśnie produkty dla dzieci.


Kamil tak jak ja lubi rozpieszczać małą, chociaż on się z tym "kryje", najczęściej kupi jej coś a później zaprzecza :). Spodobała mu się poduszka sowa ze światłami LED . Hmm, dlaczego? Mała tak zawzięcie znęcała się nad karuzelą, że muzyczka i obroty działają, ale światełka już padły, szkoda bo młoda bardzo je lubiła. Tatuś więc stwierdził że kupi córeczce świecącą podusie. W Netto do wyboru była żabka i sowa, mała wolała sowę. Wygląda ona tak



Przód jest pluszowy, bardzo mięciutki. Tył wykonany jest z elastycznego materiału wyglądającego na porządny. Produkt nie jest przeznaczony dla dzieci poniżej 3 roku życia, więc sprawdzaliśmy czy materiał się rozerwie jak będziemy mocno ciągnąć - nic się nie stało. Na wszelki wypadek postanowiłam, że materiałem z jakiegoś starego swetra zaszyje jeszcze ten elastyczny tył, tak żeby podusia nie pękła. Środek wypełniony jest kuleczkami.


 W gazetce wygląda to tak sobie, ale kiedy w domu włożyliśmy baterie (nie było ich w zestawie) to oboje stwierdziliśmy, że jest to szalona sowa :). Światełka zmieniają się raz szybciej raz wolniej, ale kiedy się rozpędzą to efekt jest naprawdę wow, zwłaszcza jak jest już ciemniej. 
Małej podusia spodobała się i bez światełek, ze światełkami tym bardziej. Na początku wpatrywała się w nie na poduszce, ale już na szczęście przestała :) Dzisiaj biegała z nią po domu i ją przytulała. 
Ogólnie fajna podusia, średnio użyteczna, ale jak ktoś lubi takie rzeczy (albo dziecko je lubi) to polecam.


-------------------

Przy okazji kupiliśmy małej ręcznik Frozen z Elsą, Anną i Olafem widoczny w gazetce (70x140). Na allegro widziałam takie same za ok 30-35zł. 
Gramatury nie ma nawet na dołączonej ulotce ale wydaje mi się, że to 350g. Skład 100% bawełna. Jest całkiem fajny, w miarę miękki. Dziś wyprałam go w 40 stopniach - nie zafarbował. Na razie schnie na strychu.


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

niebieska odżywka Sally Hansen - Miracle Cure for Severe Problem Nails

Odkąd urodziłam Elizke, bardzo zaniedbałam swoje paznokcie. Właściwie ciągle je obgryzałam, czym zresztą doprowadzałam męża do szału. Powiedział nawet, że woli wąchać smrodek lakieru do paznokci niż słuchać obgryzania i skubania. :) 
W końcu postanowiłam coś z tym zrobić i poszłam do Rossmanna po odżywkę. Chciałam kupić sprawdzoną przeze mnie Eveline, Paznokcie twarde jak diament, jednak promocja robi swoje i wybrałam Sally Hansen - Miracle Cure for Severe Problem Nails.


Cena regularna odżywki wynosi 30zł. Kupiłam ją w promocji za około 18zł. 
Buteleczka jest pół-transparentna (pod światło widać ile znajduje się w niej lakieru), pojemność 13,3ml .

Informacje na drugiej stronie opakowania



Skład odżywki
Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Alcohol Denat., Nitrocellulose, Adipic Acid/Neopentyl Glycol/Trimellitic Anhydride Copolymer, Isopropyl Alcohol, Trimethyl Pentanyl Diisobutyrate, Triphenyl Phosphate, Camphor, Sucrose Benzoate, Acrylates Copolymer, Etocrylene, Aqua/Water/EAU, Butylene Glycol, Hydrolyzed Wheat Protein, Saccharide Isomerate, Saccharomyces/Zinc Ferment, Saccharomyces/Calcium Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Tocopheryl Acetate, Tosylamide/Epoxy Resin, Dimethicone, Ascorbic Acid, Silica, D&C Violet No. 2 (CI 60725).


Nie zrobiłam zdjęcia paznokci przed kuracją, ale bardzo przypominały te z recenzji odżywki Eveline (podlinkowana na początku posta).

Producent obiecuje wzmocnienie paznokci o 40% w 3 dni. Pierwsze efekty zauważyłam po 4-5 dniach, ale wątpię żeby było to aż 40% wzmocnienie paznokci. Po 2 tygodniach stosowania moje paznokcie wyglądają tak (paznokcie nie były jeszcze obcinane, piłowane i nic nie było z nimi robione poza nakładaniem odżywki)


 I tutaj pochwalę - paznokcie są naprawdę mocne i twarde. Płytka paznokcia została wygładzona z czego jestem bardzo zadowolona. Do tego po aplikacji na paznokcie lakier schnie szybciutko. Nie ma co ukrywać, produkt ten bardzo przypadł mi do gustu i jestem z niego zadowolona :)

Chciałabym tu jeszcze tylko nadmienić, że nie używam jej co drugi dzień tak jak zaleca producent, tylko codziennie - z zalecenia męża, który martwi się i pilnuje mnie jak tylko może żebym ich nie niszczyła :)
Odżywki zamierzam używać nadal, w późniejszym czasie jako bazę pod lakier kolorowy.

sobota, 20 sierpnia 2016

Chusteczki oczyszczające Nivea Cream Care

Od dłuższego czasu nie oczyszczam skóry twarzy tonikami czy mleczkami. 
Wygodniej i szybciej jest mi używać chusteczek przeznaczonych do demakijażu lub tych dla dzieci. 
Ostatnio w moje ręce wpadły chusteczki oczyszczające Nivea Cream Care, więc postanowiłam napisać o nich kilka słów.  Opakowanie wygląda tak -


A oto jak opisuje je producent -

"Chusteczki oczyszczające NIVEA® Creme Care do twarzy.

Działanie

Pielęgnująca formuła sprawia, że skóra jest oczyszczona, gładka i naturalnie piękna.
  • dokładnie, a zarazem łagodnie oczyszczają skórę z zanieczyszczeń i makijażu 
  • usuwają nawet wodoodporny makijaż oczu 
  • utrzymują naturalny poziom nawilżenia skóry 
  • pielęgnująca formuła z Euceritem®, pantenolem i niepowtarzalnym zapachem Kremu NIVEA jest dostosowana do wszystkich typów cery.
Rekomendowana cena detaliczna 14,49 zł / 25 sztuk."


Skład chusteczek


Cena chusteczek i ich ilość w opakowaniu są jak najbardziej w porządku (jeśli ktoś jest zainteresowany zakupem to teraz są w promocji w Rossmannie za 9,99zł).

Pachną naprawdę ślicznie, kremowo i delikatnie. Bardzo podoba mi się ten zapach i czasem w ciągu dnia specjalnie oczyszczałam sobie nimi twarz (w upały) żeby poczuć ich zapach i odświeżyć skórę. Mam cerę mieszaną / tłustą i nie zdarzyło mi się żeby mnie podrażniły.

Chusteczki są też grube, dość spore i naprawdę dobrze nawilżone. Ładnie oczyszczają skórę z pudru (używam matującego w kamieniu). Gorzej radzą sobie z tuszem do rzęs - w moim przypadku nie radzą sobie z całkowitym oczyszczeniem tuszu do rzęs Wibo Boom Boom. Żeby się go pozbyć i nie marnować chusteczek Nivea, użyłam chusteczek nawilżanych dla dzieci Dada i było po sprawie. 

Naprawdę żałuję, że produkt kiepsko radzi sobie z tuszem do rzęs - żeby go zmyć trzeba zużyć więcej niż jedną chusteczkę przez co ich kupowanie staje się mało opłacalne. Jako produkt do odświeżenia skóry są jak najbardziej okej, jednak jako produkt do demakijażu u mnie się nie sprawdziły.


Podsumowując:
+ cena za 25 szt
+ piękny zapach
+ wygoda używania
+ nie podrażniły mojej skóry
+ chusteczki dobrze nawilżone

- nie radzą sobie z demakijażem (tusz do rzęs)


czwartek, 18 sierpnia 2016

Kubek Lovi 360 Retro różowy 12m+

Elizka co prawda pije już z bidonu oraz kubka niekapka z dzióbkiem, jednak postanowiłam wypróbować czegoś nowego :). Z naszego bidonu woda leje się jak szalona kiedy przekręci go "do góry nogami"  a także kiedy leży na boku (kupiony w Biedronce, śliczny różowy z myszką Minnie, ale niestety szału nie ma), a za kubkiem treningowym nie przepada mimo, że potrafi z niego pić - kiedy ma do wyboru np kubek treningowy z dzióbkiem czy bidon, to oczywiście wybiera bidon.

Przyznam, że kubki Lovi 360 podobały mi się odkąd o nich usłyszałam, ale komentarze na internecie są różne. Wiadomo, jednemu dziecku coś przypasuje a drugiemu nie, ale czytałam też opinie, że (przykładowo) leje się z niego woda. Postanowiłam sprawdzić to sama. 

Wybrałyśmy się całą trójką na spacerek (akurat tatuś miał dzień wolnego) i po drodze wstąpiliśmy do sklepu z art dziecięcymi. Elizka wybrała kubek Retro (różowy), zapłaciliśmy za niego 33zł. Były też parę złotych tańsze w promocji (inny model, inne kolory), ale zależało mi żeby jej się podobał i żeby chciała z niego pić.



Po spacerze wróciliśmy do domu, umyłam kubeczek, zapoznałam się z informacjami zamieszczonymi na opakowaniu i ulotce i postanowiłam spróbować nauczyć małą z niego pić :)



Elsa to sprytna i mądra dziewczynka, szybko się uczy ale za pierwszym razem nie załapała. Chciała z niego pić jak z kubeczka z dzióbkiem ale nie było przecież dzióbka. :) Pokazywałam jej o co chodzi ale nic z tego nie wyszło. Bardzo chciała z niego pić, ciągle trzymała kubeczek Retro i nie chciała go wypuścić z ręki. Trochę się rozczarowałam (a raczej zdziwiłam, bo z poprzedniego kubka i bidonu nauczyła się pić za pierwszym podejściem). Myślę, że była to moja wina. Kiedy zaczynaliśmy próbę było już dość późno, zaraz mieliśmy ją kąpać i była zmęczona. 

Kolejnego dnia, rano znowu nalałam jej wody do kubeczka i pokazałam jak się napić - tym razem załapała od razu, została nagrodzona moimi brawami i okrzykami radości :D oczywiście śmiała się z tego i dalej piła wodę z kubeczka. 
Nie sprawia jej to trudności, nie musi mocno zasysać wody. Ja też próbowałam i wystarczy lekko "pociągnąć" ;-)

 
Jak nam poszło już wiecie, a teraz o zaletach i wadach kubeczka.

Co do wyglądu kubeczka 360 stopni - każdy znajdzie coś dla swojego maluszka bo wzorów i kolorów jest naprawdę multum. Sam kubeczek jest wg mnie dobrze przemyślany i bardzo dobrze wykonany. Zaliczył już parę razy "bam" - jak to mówi Elizka - ale nic mu nie jest :). Gdyby zniszczyła nam się uszczelka można ją wymienić a koszt to ok 5zł.

Nakrętka 360 stopni naprawdę umożliwia picie z każdego miejsca wokół krawędzi, a dobrze nałożona uszczelka zapobiega rozlewaniu się płynu. Zwróćcie uwagę - dobrze nałożona uszczelka. Na internecie znalazłam opinie, że z kubka leje się woda i mi też się to zdarzyło za pierwszym razem, ale była to moja wina - źle założyłam uszczelkę (odwrotnie, tak że nie była na górze tylko na dole). Z dobrze nałożoną uszczelką woda nie ma prawa cieknąć czy lać się z kubeczka, kiedy przechylimy go do boku lub obrócimy nakrętką do dołu.



Ok, mam dobrze nałożoną uszczelkę i kubek nie cieknie kiedy nim kręcę na boki itp, więc trafiłam na ideał?! Niestety, czasem zdarza się, że woda wycieka. Dzieje się to wtedy kiedy dziecko z rozmachem rzuci kubkiem o podłogę - kiedy się rozbawi lub kiedy (o zgrozo) się złości. Nie ma co się dziwić że uszczelka przecieka w takiej sytuacji, wystarczy spojrzeć jak jest zrobiona i na jakiej zasadzie działa. Nie kupiłabym go więc dla Elizki kiedy miała około roczku - strasznie lubiła wtedy wszystkim rzucać :) Teraz rzuca tym co ma pod ręką w sumie tylko jak się zezłości.




Podsumowując - wydałam 33zł (dużo, niedużo zależy jak kto na to patrzy) dla mnie jest to dobry zakup. 
Z kubka Lovi 360 stopni Retro nie cieknie tak jak z ślicznego ale beznadziejnego bidonu z Biedronki. Mała woli pić z tego kubeczka niż z kubeczka treningowego z dzióbkiem z Canpolu (i o dziwo woli go też od bidonu).
Kubek jest dobrze wykonany, uszczelki są tanie a mała w wieku 1,5 roku nauczyła się pić z niego bardzo szybko.

piątek, 5 sierpnia 2016

Moczenie nocne

Przeglądając fora, blogi rodziców dość często można spotkać się z problemem moczenia nocnego. 
Z takim problemem borykała się również siostra mojego męża, a dokładniej - jej synek. Mały już z tego wyrósł, ale przyznam, że nabiegali się po lekarzach. Warto również wiedzieć, że w przeciwieństwie do często spotykanych poglądów na ten temat moczenie nocne nie zawsze ustępuje samoistnie.


Co ciekawe, istnieje World Bedwetting Day (Światowy Dzień Moczenia Nocnego), który na świecie obchodzony jest 24 maja każdego roku. World Bedwetting Day to akcja mająca na celu budowanie świadomości rodziców na temat wagi tego problemu i jego wpływu psychospołecznego na rozwijające się dziecko.


Czym jest moczenie nocne? Czy ten problem nas dotyczy? 

Moczenie nocne to nieświadome oddawanie moczu w trakcie snu, występujące u dzieci, które zakończyły już trening czystości lub ukończyły pięć lat. O moczeniu nocnym mówi się, gdy objawy pojawiają się częściej niż dwa razy w tygodniu. Problem ten występuje u ok. 100 mln ludzi, a w Polsce dotyczy prawdopodobnie ok. 300-400 tys. osób. Częstość występowania moczenia nocnego z reguły maleje wraz z wiekiem (3-4 lata). Problem ten dotyczy około 15–20% pięciolatków, 10% siedmiolatków oraz 8% dziewięciolatków.

Moczenie jest źródłem stresu i niepokoju, a w konsekwencji może wywoływać np. utratę poczucia własnej wartości, problemy natury społecznej, problemy dotyczące procesów poznawczych oraz inne problemy psychologiczne. 

Rodzice często bagatelizują ten problem i nie zgłaszają się do lekarza. Wizyta u lekarza pediatry, a jeśli trzeba u specjalisty, jest jednak konieczna.



Zanim pójdziemy do lekarza...

W diagnostyce choroby najważniejsze jest ustalenie rodzaju zaburzeń w oddawaniu moczu. W tym może pomóc dzienniczek mikcji, który możecie znaleźć na stronie suchyporanek.pl

Często rodzice o tym nie wiedzą, zanim lekarz może dać jakąkolwiek diagnozę i określić leczenie – zawsze wcześniej potrzebuje do tego prowadzonego dzienniczka mikcji. Bez tej informacji rodzice często idą do lekarza, a tam odsyłani są „z kwitkiem” z poleceniem prowadzenia takiego dzienniczka. 
Na stronie suchyporanek.pl  możecie pobrać gotowy szablon dzienniczka mikcji. Dzienniczek mikcji oraz kalendarz moczenia dostępne są także jako aplikacja mobilna (iOS i Android) w formie interaktywnej gry, angażującej dziecko w rozwiązywanie wspólnego, rodzinnego problemu. 

Myślę, że to bardzo przydatna strona dla ludzi borykających się z problemem moczenia nocnego. Oprócz dzienniczka mikcji znajdziecie tam informację o przyczynach, leczeniu moczenia nocnego, wyszukiwarkę poradni specjalistycznych. Jest też przydatny zapis nastroju i zapis uzyskanej pomocy (wszystko w formacie PDF). Wyszperałam również fajną listę czynności przygotowującą do wizyty u u lekarza KLIK.





poniedziałek, 1 sierpnia 2016

18 miesięcy

Czas leci jak szalony. Czasem ciężko mi uwierzyć, że mała ma już 1,5 roku. Pamiętam jeszcze poprzednie wakacje, a tu już są kolejne. Chyba zaczynam się starzeć  :)

W każdym razie Elizka z wiecznie wrzeszczącego noworodka i niemowlaka, którego prawie codziennie miałam ochotę udusić albo po prostu uciec z domu jak najdalej od niej (ale tego nie zrobiłam, ufff :P ) wyrosła na wesołą i mega żywą dziewczynkę. Biega jak szalona i wszędzie jest jej pełno. Nie daje mi chwili odpoczynku bo co chwilę wymyśla coś nowego żeby zaraz się tym znudzić i zająć się czymś innym. Wreszcie daje mi zrobić coś na obiad bo wcześniej stała albo siedziała uczepiona mojej nogi i wrzeszczała, że było ją słychać w całym bloku.

Jestem z niej dumna bo jest naprawdę mądra i rozumie wszystko co się do niej mówi - niestety rozumieć to jedno, a robić to już co innego... :) W domu jest grzeczna, pomaga mi odkurzać, wycierać kurze czy wstawiać pranie. Zanosi papierki do śmieci, psoci się ze zwierzakami. Czasem wstyd mi jest wyjść z nią na dwór bo zachowuje się jak dzicz, nie chce chodzić za rączkę - chyba że zobaczy schody albo krawężnik, to sama mnie łapie za rękę. Najchętniej dorwałaby się do wszystkich dzieci i się z nimi bawiła (albo urwała im ręce :D ), pewnie dlatego że jest sama ze mną całymi dniami. Cóż poradzić, rodzeństwa jej nie planujemy z mężem, bo ona sama jedna dała nam nieźle popalić :).

Najgorsze jednak jak coś jest nie po jej myśli - rzuca się na glebę, wrzeszczy i wierzga nogami jak szalona. Najczęściej się z tego śmieje i bije jej brawo, wtedy przestaje bo widzi, że nie nie uda się jej nic wymusić. Jednak czasami mam ochotę ją rozszarpać, ale oczywiście trzeba stwarzać pozory, że nie interesują mnie te jej złości. :) Wkurzają mnie też ludzie, jedni się śmieją z małej, a inni patrzą z miną jakby dziecka nie widzieli i takiej matki wyrodnej. Jedne dzieci są spokojne i grzeczne, a inne niestety wręcz przeciwnie, nic się nie poradzi.
Wiem, że pewnie się powtarzam, ale za nic nie wróciłabym do czasów bóli brzuszka i kolek. Już na samo wspomnienie mnie skręca.. Ale było, minęło.
Jeśli czytają to jakieś zmęczone mamy takich maleństw, to drogie Panie - wszystko minie i czekają Was jeszcze fajne chwile :). Najgorszy (dla mnie) był okres kolek, bóli brzuszka - do pół roku. Od pół roku do roczku poprawiło się, zwłaszcza odkąd zaczęła raczkować i siadać. Koło roczku zaczęło się ząbkowanie i wtedy znowu pojawiło się małe załamanie, ale już jest lepiej. Po roczku to już w sumie lajcik :) 

W czwartek byłyśmy u lekarza na kontroli, kazała nam przyjść żeby zobaczyć czy mała przybiera na wadze (nie jest chora, nie ma anemii). Przybrała. 
Obecnie waży ok 10,3kg i mierzy 84cm, więc ładnie poszła w górę. Co do niskiej wagi to się wcale nie dziwie, przecież urodziła się z wagą 2750g, a do tego biega jak szalona całymi dniami i psoci. :)


Obecnie słodziak wygląda tak... :)